Obrazy i Ślady

Agnieszka Zawisza

06/02/2020-20/02/2020

Przedstawione obrazy, określane przez Agnieszkę Zawisza, mianem pejzaży razem z cyklem „śladów” tworzą awersy i rewersy jednego zamysłu. Pejzaż został wybrany przez malarkę jako przedmiot refleksji artystycznej, wydając się jej najbardziej naturalnym motywem w postrzeganiu rzeczywistości przez człowieka. Na linii horyzontu ujawnia się pierwsze uderzenie bytu. W nim szukamy punktów oparcia lub zagrożenia. To sposób obcowania z przestrzenią a także poczucie przynależności do świata natury. Jedyny obowiązujący w pejzażu podział, wyznacza poziom oddzielający niebo  – reszta należy do interpretacji i mimo, że platońska potrzeba odwzorowywania natury zbliża się do doskonałości dzięki pośrednictwu coraz doskonalszych technik jej kopiowania, to potrzeba wyrażania ludzkich emocji i osobistego przeżywania rzeczywistości wciąż przynosi nowe rozwiązania.  Obrazy które pokazuje i opisuje Agnieszka Zawisza powstały z natchnień rzeczywistych, mają swoje historie, miejsce, czas „wydarzenia”, jakie stały się inspiracją do ich powstania. Ich znaczenie jednak nie dotyczy konkretu owej sytuacji ale wydarzenia w sensie artystycznym – fragment natury żyje i zmienia się, ma wciąż ten sam kształt, ale różne sensy i znaczenia. Te umowne, bliskie abstrakcji pejzaże nabierają realności poprzez pojawiające się w nich znaki i przedmioty, banalne i codzienne – boje, palmy, baloniki, rower wodny. Niejako narzucają widzowi temat, odwołują go do określonej chwili i miejsca, do momentu zauważenia, do korzeni obrazu, ale jednocześnie konkret ten wydaje się wynikać ze sposobu, w jaki postrzegamy; poprzez przedmiot, poprzez odniesienie do rzeczywistej formy, niezależnie od tego czy mamy do czynienia z figuracją czy abstrakcją, między którymi granica może być bardzo płynna. (…) 

Obrazy – pejzaże oraz to, co powstało obok obrazu, to co się nie zmieściło, to co się działo podczas malowania i zostało zarejestrowane na leżących na podłodze płótnach, tworzą razem spójną całość. Pamięć tego czasu gdy powstawał obraz, stanowi jego dopełnienie. Np. pozornie wyciszony obraz „Boje”, malowany różnymi warstwami i tonami zieleni, w poszukiwaniu podwodnej tajemnicy, czy „Rower wodny” ciekawie wprowadza rozedrganą grę między tonącą czerwienią i zielenią toni wodnej, długo malowany, a tymczasem jego rewers pełen jest emocji, odbija burzliwą historię i powody powstania tego obrazu. Szczególne napięcie jakie powstaje pomiędzy śladem stopy na leżącym na podłodze płótnie a dotknięciem pędzla stanowi zapis artystycznej decyzji i znakowanie drogi prowadzącej do niej. Dokumentacja działania artystki, relacji miedzy tym, co malowane a tym, co  naznaczone, rejestruje komplementarność aktu twórczego. Artystka wprowadza w swoje prace wymiar czasu spędzonego w pracowni, przestrzeni, w jakiej malowała, to, co zwykle pozostaje ukryte i niewypowiedziane. (…) 

Prof. Sławomir Ratajski

Pusto / Pełno

Magdalena Pela / Katarzyna Dyjewska

05/11/2019 - 22/11/2019

Pela i Dyjewska czerpią z tego co najbliżej. Nie malują tego, czego nie widziały i nie doświadczyły. To, co bliskie nie zawsze równa się z tym co znajome, łatwe, proste i akceptowalne. Zwracają uwagę na niewidoczne, ale warunkujące nasz byt. Doszukują się sensów w codzienności, rutynie, powtarzalności i włóczeniu po mieście. Sięgając po odmienne środki formalne poruszają podobne, czysto egzystencjalne zagadnienia. Obserwują najbliższą im współczesność: trudność w utrzymaniu relacji, anonimowość w masie.
Rutyna i powtarzalność codzienności mogą być dla nas zarówno ratunkiem jak i przekleństwem. Gonimy, żeby nadążyć za tym, co sami sobie narzuciliśmy. Jak w obrazie autorstwa Dyjewskiej pod tytułem „Danse macabre”: sami pilnujemy się, żeby jeździć w kółko. Natomiast Pela odnosi się w swoich pracach do zjawiska rytualizacji powtórzenia, konstytuującego i rytualizującego codzienność. W antropologii codzienności bardzo ważną rolę odgrywa rytm, który tworzy harmonię obecności. Zburzenie harmonii wiąże się z katastrofą i przerwaniem odwiecznej powtarzalności, która w „monotonii pustego zamieszania”* odpowiada za spokój i ciszę.

*S. Wróbel, „Powrót do świata. Życie codzienne”, Dwutygodnik 161, 6/2015, online: https://www.dwutygodnik.com/artykul/5979-powrot-do-swiata-zycie-codzienne.html [dostęp 07.03.2019]

VIS A VIS

Marek Dzienkiewicz i Łukasz Majcherowicz

21/10/2019 - 31/10/2019

Marek Dzienkiewicz od 1973 roku uprawia abstrakcję geometryczną i jest autorem 18 cykli – serii prac, z których każda opiera się na odrębnych oryginalnych założeniach. Są to zarówno obrazy, rzeźby i tkaniny, ale też i obiekty przestrzenne wykonane np. z klepki dębowej, sklejki, korka lub rurek tekturowych. Autor ponad 20 wystaw indywidualnych, brał udział w ponad 60 wystawach zbiorowych. Jego prace są w kolekcjach, w 12 krajach a w Warszawie między innymi w Muzeum Narodowym i w kolekcji Galerii Studio. W latach 2006–2010 był prezesem Okręgu Warszawskiego ZPAP. Marek Dzienkiewicz jest także autorem kilku oryginalnych teorii dotyczących kompozycji na płaszczyźnie. Notatki biograficzne o Marku Dzienkiewiczu znajdują się w Słowniku Malarzy Polskich, II Tom (Arkady, 2001) i w Wielkiej Encyklopedii Malarstwa Polskiego (Wydawnictwo Kluszczyński, Kraków 2011).

Łukasz Majcherowicz zajmuje się malarstwem ściennym, a także jego renowacją, ponadto uprawia malarstwo sztalugowe i rysunek. Jego obrazy zostały oparte na wcześniejszych osiągnięciach zgeometryzowanej abstrakcji i op-artowskiej gry z iluzyjnością, ale z pewnym nachyleniem ku kontemplacji – dzięki wprowadzonym zmianom w sposobie konstruowania obrazu i sposobu malowania zostały wzbogacone w wyrazie wobec swych źródeł. Płótna są zbudowane swobodnie malowanymi szeregami pasów, otaczającymi prostokątne na ogół pole, pokryte jedną barwą, lub zawierające jeszcze w sobie wgłębiającą się formę. Na pierwszy rzut oka przypominają prosty labirynt i wywołują poczucie przestrzenności, widać jednak po chwili, że raczej idą w głąb… Obrazy pozbawione są sztywności typowej dla wielu prac, realizowanych zgodnie z zasadami op-artowskiej orientacji – ze względu na ustawicznie zaburzaną symetrię kładzenia barw i brak kontynuacji przedstawiania linią ciągłą wprowadzają wrażenie ruchu i rozchwianej perspektywy; są też dość wytrawnie komponowane kolorystycznie. Obecny jest w nich dystans, prześwituje przez nie skłonność do gry i refleksji. Niektóre z nich mają wyraźne przesłanie: kilka obrazów, których wnętrze może prowadzić do skojarzenia labiryntowego wchodzenia w głąb, nosi tytuł Bełżec – przypomina o trzecim pod względem strat ludzkich obozie Zagłady.

Zbigniew Taranienko

KOLEKCJA

Wojciech Tylbor-Kubrakiewicz

02/09/2019 - 13/09/2019

        Do napisania tych kart natchnęły mnie niegdyś te czarowne okolice.

Ariosto, Satyry IV

Idea podróży artystycznej nie jest niczym nowym. Podobnie jak dla wielu artystów, którzy na przestrzeni wieków wyruszali w świat, także dla mnie podróż stanowi niezbędny element w pro- cesie twórczym. Poszukiwanie inspiracji i wytchnienia, tęsknota za naturą oraz chęć zobaczenia tego, co niezwykłe, wreszcie zmiana miejsca pobytu jako cel sam w sobie, to tylko niektóre z po- wodów dla których lubię podróżować. W trakcie studiów malarskich regularnie udawałem się w plener, a pejzaż był jednym z moich ulubionych motywów. Kolor, światło i przestrzeń w obrazie zdawały się same dyktować ostateczny kształt dzieła, a faktyczny krajobraz stawał się coraz mniej istotny. Nieograniczona swoboda w interpretowaniu rzeczywistości dawała mi poczucie wolności.

Dziś, z perspektywy czasu konstatuję, że w przeciwieństwie do malarza pejzażysty, którym przez pewien czas się czułem, nie tworzę prac na podstawie oglądanych miejsc, czy może raczej nie staram się ich uwiecznić. Ich obecność, jeśli nawet wydaje się dość oczywista, stanowi bardziej pochodną moich poszukiwań. Dużo bardziej istotne dla mnie jest zmierzyć się z własną pamięcią; z tym, co zobaczyłem oraz z moimi przeżyciami.

Bardzo pomocne w trakcie rekonstruowania tych przeżyć okazują się notatki w postaci tysięcy zdjęć oraz pamiątki takie jak zużyte bilety, ulotki, pocztówki, etykiety po różnych produktach, drobne przedmioty, kamyki znalezione podczas spaceru — to wszystko za każdym razem uru- chamiało strumień skojarzeń i lawinę obrazów.

Prezentowane na wystawie Kolekcja prace pochodzą z ostatnich dwóch lat, a większość z nich powstała w trakcie mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowałem jako Visiting Profesor na Indiana University w Bloomington. W tworzonych w ścisłym rygorze technologicz- nym grafikach, jak również odbitkach unikatowych i kolażach można odnaleźć wiele wątków znanych z wcześniejszych prac. W Kolekcji staram się przede wszystkim zapanować nad mnogo- ścią elementów, które stopniowo nagromadziły się w moim repozytorium. Liczę, że uda mi się je uporządkować i opisać, usystematyzować. Tytuł cyklu nieprzypadkowo kojarzyć się może z po- wstałą przeszło czterdzieści lat temu seria obrazów autorstwa Jana Tarasina. Nie ukrywam zresz- tą moich fascynacji dorobkiem tego wielkiego artysty. Tarasin, który zaczął od realistycznego dokumentowania przedmiotów, stopniowo upraszczał je, tworząc z nich abstrakcyjne kształty, li- tery nieistniejącego alfabetu. Podobnie staram się umieszczając w swoich pracach zestawy, grupy przedmiotów przedstawić je w różny sposób, od realistycznego rysunku, ilustracji zaczerpniętej ze starej książki, nawet zdjęcia, aż po uproszczony kształt lub kontur. Pozwala mi to z jednej stro- ny na ukazanie ich metamorfoz, dynamicznego charakteru otaczającego nas świata, jednocześnie zaspokajając własną ciekawość rozwiązaniami czysto formalnymi.

Studenci Pracowni Tkaniny Eksperymentalnej od kilku już lat w sezonie wakacyjnym goszczą w Galerii Bardzo Białej. Prezentowane prace młodych twórców są bardzo różnorodne, poruszają odmienne problemy i obrazują indywidualne koncepcje. Każda z nich odzwierciedla osobiste, indywidualne postrzegania świata i sztuki, które choć często zasadniczo się od siebie różnią to łączy je nowatorskie wykorzystanie różnorodnych materiałów i technik. Tegoroczna wystawa została poszerzona o prace prowadzącej pracownię prof. ASP Barbary Łuczkowiak i zaproszonych gości związanych z Pracownią Tkaniny Eksperymentalnej co jeszcze szczerzej obrazuje charakter Pracowni i jej wpływ na artystów z nią powiązanych.
Pracownia funkcjonuje na wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Głównym założeniem prof. Barbary Łuczkowiak jest tworzenie przez studentów własnych koncepcji artystycznych. Niezwykle ważnym aspektem rozwoju studentów jest poszukiwania indywidualnego języka wypowiedzi plastycznej, eksperymentowanie, rozwijanie własnych środków wyrazu artystycznego i wyobraźni. Studenci realizują bardzo różnorodne indywidualne projekty- instalacje, obiekty, prace oparte o tkaninę przestrzenną, tkaniny-collage czy tkaniny rzeźbiarskie. Istotnym aspektem jest wykorzystywanie różnorodnych materiałów takich jak tkaniny tekstylne, drut, drewno, metal, papier, tworzywa sztuczne.

Uczestnicy wystawy:

Prof. ASP Barbara Łuczkowiak
As. Aleksandra Liput

Ira Artsiukevich
Klara Wysocka
Michał Łapczyński
Karol Motulewicz
Aleksandra Dzwonkowska
Klaudia Jaszczuk
Katarzyna Nowakowska
Justina Montusiewicz
Bartłomiej Kulpa
Aleksandra Makuch
Oktawia Winiarska
Karolina Ratajczyk
Hanna Went
Kamila Śladowska
Małgorzata Sobieraj
Bogumiła Sierocka
Weronika Minias
Karolina Wlazło
Magdalena Niścior
Monika Skomra
Dominika Soćko
Konrad Dybicki
Karolina Kabała
Marina Yvette Moya
Dzidzi Germin
Nikola Filipovic
Andrea Mediavilla
Robert Jankowski

MALARSTWO

Błażej Ostoja Lniski

16/05/2019 - 24/05/2019

Liść miłorzębu (Ginkgo Biloba miłorząb dwuklapowy, niekiedy mylnie zwany japońskim) – to ślad pozostawiany przez najdziwniejszą roślinę świata. Miłorząb może być symbolem kwintesencji sprzeczności prowadzących do najmniej oczekiwanych rozwiązań. Jest to jedyny znany prawnuk filogenetyczny, którego jedno z rodziców było liściaste (okrytozalążkowe), a drugie iglaste (nagozalążkowe). W jego rodzinie były paprotniki, ten przedziwny endemiczny i reliktowy gatunek, którego ślady sprzed 270-300 lat znajdywane są na wielu kontynentach, przetrwał zachowując odrębność męskiej i żeńskiej formy, odróżniających się od siebie na pierwszy rzut oka i pierwsze powonienie (osobniki żeńskie owocują wydzielając przy tym brzydki zapach).
Rozmnażanie miłorzębu inspirowało do porównania z ludzkim losem. Aby zapłodnić zalążki potrzebne są orzęsione plemniki, skutki zapłodnienia jednak rozciągnięte w czasie (niekiedy do kilku miesięcy) zależne są od klimatu, temperatury i wilgotności. Krzewy miłorzębu muszą mieć ok. 40 lat, aby osiągnąć zdolność wydania nasion, dlatego w Chinach miłorząb nazywany jest drzewem dziadka i wnuka, ponieważ trzeba dwóch pokoleń, aby uzyskać owoce.
Zapewne dlatego wyobrażenie liścia miłorzębu uznawano za symbol trwałości, długowieczności i zdrowia (wiadomo, że posiada własności lecznicze, np. w zapobieganiu demencji i utracie pamięci). Obraz liścia jest obrazem świata, jego dziwności i umiejętności przetrwania. Liść jest odciskiem pamięci, jest ostoją obrazów.


Tekst: prof. Dorota Folga-Januszewska

Wystawa Fotografii Szkoła Krokowska

28/03/2019 - 11/04/2019

W dobie fotografii cyfrowej, która przebojem opanowała cały świat, kiedy miliony ludzi robią miliardy znakomitych pod względem technicznym zdjęć, już nie tyko aparatami ale i telefonami komórkowymi, kiedy wszystkie te urządzenia stają sie coraz doskonalsze,  bo producenci coraz bardziej  je udoskonalają, większość tych zdjęć  nie  robi już człowiek tylko aparat. W tej sytuacji trzeba być jak mawiają górale  „nieźle hyconym” by zająć się, zapomnianymi już często starymi technikami „szlachetnymi” , nazywanymi dziś  „technikami alternatywnymi”.

Czymże są owe „techniki alternatywne”, które zaczęły uprawiać liczne rzesze fotografów w Polsce i na świecie i czym zrobione w tych technikach odbitki różnią się od perfekcyjnie zrobionych odbitek z marnych często zdjęć w komputerowo sterowanych labach?

Otóż odbitki te różnią się tym, że są zrobione RĘCZNIE, że nie zrobiła ich maszyna tyko człowiek, artysta sam przygotowujący kolodionowy negatyw, sam przygotowujący papier  pokrywając go światłoczułą emulsją  do gumy chromianowej czy w końcu przygotowując miedzianą płytkę do heliograwiury.

Techniki te to powrót do starych wielkoformatowych aparatów, ich wyposażenia , ciężkich do tych aparatów statywów, dużego formatu kaset, starych obiektywów, i innych akcesoriów. To jakby powrót do końca XIX-tego stulecia, kiedy fotografowie przestali się interesować mechaniczną w swym założeniu techniką i chcieli być w końcu prawdziwymi artystami, równymi malarzom, rzeźbiarzom czy grafikom.

Pierwsze wzmianki dotyczące poszczególnych elementów procesu fotografii pochodzą już z przełomu IX i X wieku kiedy to Ibn al-Hajsam opisał zjawisko tzw camera obscura. Kolejne to wiek XIII kiedy Albert Wielki odkrył azotan srebra, natomiast Georges Fabricius w XVI wieku wynalazł chlorek srebra. Daniel Barbaro opisał przysłonę w 1568 roku. Wilhelm Homberg w roku 1694 opisał jak światło przyciemnia niektóre chemikalia (efekt fotochemiczny).

Jednakże formalnie jako początek fotografii traktowany jest wynalazek Louis’a Jacques’a Daguerre’a, który w 1839 roku ogłosił, że używając srebra i miedzianej płytki wynalazł proces zwany dagerotypem.  Rząd francuski natychmiast wykupił patent i uczynił z niego własność publiczną. Dzieki temu od ponad 180 lat świat korzysta i rozwija fotografie, tworząc z niej, praktycznie od początku zaistnienia w przestrzeni publicznej, dziedzinę sztuki, stawianą obecnie na równi z innymi jej rodzajami, jak malarstwo czy grafika.

Świadczą o tym coraz większe zbiory fotografii w największych muzeach sztuki na całym świecie, niezliczone galerie, specjalizujące się wyłącznie w tej dziedzinie czy coraz częstsze aukcje przeprowadzane przez największe światowe domy aukcyjne, gdzie co roku padają kolejne rekordy cenowe za prace fotograficzne.

Dlatego też Dom Aukcyjny Face to Face Art, po raz pierwszy w ramach swojej działalności, organizuje wystawę połączoną z aukcją dzieł wybitnych krakowskich fotografików, którzy swoje prace wykonali własnoręcznie, stosując różnorodne techniki szlachetne. Prezentowane będą prace fotograficzne w technice gumy chromianowej, heliograwiury, brązu Van Dyke, cyjanotypii i gumo-oleju. Pojawią się również prace w technice barytowej a także heliografie i luksografie.

By rozszerzyć edukacyjny wymiar wystawy, organizatorzy pokażą jeszcze pierwsze dagerotypy z początków Fotografii oraz bliższe już naszym czasom polaroidy czy efekt ortone.

Konrad K. Pollesch

ODZIANI W MATERIĘ

Piotr Wachowski

06/03/2019 - 22/03/2019

Odziani w materię jesteśmy i materią otoczeni. Z materią się utożsamiamy, zapominając, że materią nie jesteśmy. Nasze ciała, umysły, gwiazdy, zakrętki, samoloty i wszystko inne to tylko materialne objawy snu którego jesteśmy bardziej lub mniej świadomi. Im bardziej identyfikujemy się z materialnością, tym mniej wiemy, że jesteśmy tylko jej świadkami. Im bardziej wyostrzona jest nasza świadomość, tym mocniej wiemy, iż wszystko to jest Kosmicznym Tańcem na którego wpływu żadnego nie mamy. Kto o tym wie? Świadomość, która jest jedna dla wszystkich. Czasem odziewa się ona w materię, przysypia, gubi w materialnym spektaklu zwanym – życie. Nikt nie maluje obrazów, nikt nie oddycha, nikt nie widzi i nie słyszy. To odbywa się samo. Nikt do tego nie jest potrzebny, lecz każdy powie: robię to Ja. Tak więc „mój” materialny umysł, który jest zwykłym programem lubi łączyć figurację z elementami abstrakcji, gdyż „Sztuka abstrakcyjna stwarza możliwość kontaktu z wielkościami duchowymi i rzeczywistością duchową nie na naszą miarę, z rzeczywistością szczęśliwszą i bardziej istniejącą od naszej, chwiejnej i wiecznie zagrożonej rozkładem, rzeczywistości ludzkiej (…) Jakąś niewypowiedzianą radość i słodycz, spokój i pewność rodzi obcowanie z taką sztuką”. Ta piękna intuicja Jerzego Nowosielskiego jest zbieżna z moją. Natomiast słodycz i radość o których mowa przynoszą mi często prace Kazimierza Malewicza, którego lubię cytować w moich figuratywnych obrazach i bardzo się cieszę, że moja wystawa zbiega się z obchodami 140 – lecia jego urodzin i przypomnienia historycznej wystawy oraz bankietu na cześć artysty w pobliskim Hotelu Polonia w którym w którym podejmowali go również moi pradziadkowie pionierzy Formizmu: Zbigniew i Andrzej Pronaszkowie. Nadmienię przy okazji, że ich siostra Maria nauczyła mojego Tatę bardzo szybko czytać i pisać dzięki czemu lekturę „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza miał już zaliczoną w wieku pięciu lat. Rok później przeczytał zaś całą Trylogię. Bardzo serdecznie zapraszam do obejrzenia „mojej” wystawy.

Piotr Wachowski

Sławomir Ratajski malarstwo

Sławomir Ratajski

10/01/2019 - 01/02/2019

Nie łatwo daje satysfakcję i poczucie spełnienia. Pracowniane męki nie są raczej rzadkością, a pewność własnego dzieła dana niewielu i to raczej tym, którzy nas ciekawią mniej, bo pewność w malowaniu jest stanem raczej niepożądanym.

Godziny w pracowni, męczenie siebie, płótna, farb i pędzli. Kombinowanie, próbowanie, docieranie, gubienie, znajdowanie i można by jeszcze dziesiątki innych słów przywołać dla opisu tych wszystkich stanów i emocji, które towarzyszą artystom w pracowniach. Można by napisać, błogosławiona niepewność, przeklęta pewność; ścieranie się tych wszystkich stanów, jest dla malarza codziennością, dla krytyka, który gości w pracowni rzadko, może bywać odbierane podobnie, choć oczywiście nie musi. Niby nie uczestniczymy w tej kuchni, ale zarazem, czasem jesteśmy w stanie odkryć pewne tajemnice warsztatu.

Dla Sławomira Ratajskiego malowanie ma wysoko zawieszoną ontologiczną poprzeczkę. Jest właściwie procesem wysoce spekulatywnym, autotroficznym i autotelicznym; ma traktować o samym malowaniu. Ma niczego nie przedstawiać, nie wyrażać, ma być czystym tworzeniem, i być niejako sprawozdaniem z procesu twórczego, w trakcie, którego powstaje obraz, który nie jest celem samym w sobie, a jedynie skutkiem ubocznym, całego procesu twórczego. Na pewno nieukochanym dziełem sztuki, cudownym dziecięciem, nagrodą za pracę i wysiłek, oraz swoistym podsumowaniem dotychczasowych osiągnięć. Obraz pozostaje zawsze nieco podejrzany. Bo jak się udaje zbyt łatwo, jak przychodzi i powstaje bez wysiłku, może łatwo zostać obarczony podejrzeniem o grafomański rodowód poczęcia. A wtedy raczej jest dowodem w sprawie przeciwko artyście, niż dowodem jego mistrzostwa i zaradności w posługiwaniu się myślą, farbą i pędzlem. Granica między spełnieniem a klęską jest bardzo cienka.

Pewnym sposobem, by uniknąć wielu z tych dylematów jest strategia kilku artystycznych porządków przyjęta od kilkunastu lat przez Sławomira Ratajskiego. Z jednej strony powstają obrazy malowane i właściwie przedstawiające, zazwyczaj o pejzażowym charakterze i rodowodzie. Z drugiej jest spory cykl zmasowanych abstrakcji ekspresyjnych, o mocnym geście i kolorze, unikających bardzo konsekwentnie konkretnych nawiązań do rzeczywistości, skojarzeń z nią. Jeśli coś takiego rodzi się w procesie ich oglądania, to być może raczej jest to nasza wina czy zasługa, a nie plan malarza. Tworzone są również kompozycje powstające poprzez wylewanie, rozlewanie, mieszanie płynnych farb bezpośrednio na powierzchni płócien. Tę metodę moglibyśmy nazwać grawitacyjną, bo głównie tej powszechnie obowiązującej na ziemi sile zawdzięczają one swój wygląd; ale jednak, nie możemy tego zrobić, bo nazwa ta mogłaby sugerować, brak udziału artysty w procesie ich powstawania, a tak przecież nie jest. Wszystkie zmieszania, połączenia, kolorystyki, a wreszcie kierunki ściekania, prędkość, intensywność zależą od oceny i decyzji artysty. Wreszcie są obrazy, w których łączy się ze są sobą metoda malarska z metodą grawitacyjną. Czyli elementy uczynione ludzką ręką i te do pewnego stopnia oddane w moc przypadku. Tych prac jest chyba najmniej, ale sprawiają bardzo dobre wrażenie, bo mieszanie tych dwóch technik czy sposobów daje bardzo dobre efekty.

A jednak sam malarz przyznaje: „Dotykam rzeczy jeszcze nierozpoznanych, wtopionych w rzeczywistość, które przez to mogą zostać odkryte. Podsuwam widzom obrazy, które z pomocą ich pamięci, intuicji, wiedzy wywołują skojarzenia, w które mogą się zagłębić poprzez własne doznania. Może to sprawiać wrażenie zabawy formą samą w sobie. Ale ta forma ma znaczenie, chociaż często bronimy się przed tym. Ona bywa tym, co, nazywa się treścią”.

Rzecz jasna, wspomniane tutaj obrazy nie wyczerpują pełnego wachlarza malarskich poczynań Sławomira Ratajskiego, bo jest ich jeszcze sporo, ale nie wszystkie zostaną pokazane na wystawie. Ta prezentacja ujawni tylko najważniejsze tropy poszukiwań i natchnień, które inspirowały artystę w ostatnich miesiącach i latach poprzedzających niniejszą prezentację.

kurator

Bogusław Deptuła

ZMAGANIA

Paula Jaszczyk

27/09/2018 - 14/10/2018

Wystawa Zmagania – jest wielowątkową formą malarską, zarówno w formacie technicznym (koła / kwadraty / prostokąty), jak i tematyce – jest przede wszystkim złożoną strukturą zagadnień, z którymi się ZMAGAM, ubraną w dialog:
koloru / faktury / pozy czy gestu.
To obrazy, które łączą w sobie elementy malarstwa figuratywnego z malarstwem abstrakcyjnym, polemika dwóch materii, energii.

Wystawa składa się z cykli obrazów olejnych powstałych w latach 2016 – 2018 pod zbiorczym tytułem Zmagania, mogąc stanowić całość są zarazem odrębnymi bytami, cyklami:
Usiłowania,
Nie ulegnę,
Ikony współczesności,
Znamiona czasu,
Nie zaniknę.

Łączy je problem, o którym za ich pośrednictwem próbuję opowiedzieć, dialog świata wewnętrznego człowieka z jego odbiciem w świecie zewnętrznym. To mocowanie się z własnym ja, to zapis emocji pozostawiający w nas ślady, to swoista walka z rzeczami, które próbują nas ograniczać. Ludzkie postacie przedstawione w dynamicznych pozach to symbol ustępstw, który każdy z nas musi odtańczyć z losem. Plamy, kropki, ciapki to ślady, znamiona, blizny, które odbijają się na duszy. Ukośne dynamiczne pasy to rzeczy, ludzie, wydarzenia, które próbują nas zniewolić, powstrzymać, splątać.
Powodem powstania tych obrazów są zagadnienia bolesne i zagmatwane, lecz w trakcie ich powstawania kolorystyka – która sama mnie prowadzi – świadczyć może o tym, że wbrew trudnej rzeczywistości PODĄŻAM dalej.