08.05- 07.06.2013


„KSIĘŻYC I MOJA CZEREŚNIA” – O NAJNOWSZYM CYKLU OBRAZÓW JANA DOBKOWSKIEGO PISZE MAGDALENA SOŁTYS, KURATOR WYSTAWY

Jan Dobkowski urodził się w 1942 roku w Łomży. Dyplom z malarstwa uzyskał w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowni prof. Jana Cybisa w 1968 roku; studia zaczynał w pracowni prof. Juliusza Studnickiego. Samodzielną twórczość plastyczną zainicjował już w 1963 roku cyklem rysunków erotycznych oraz linorytów ilustrujących „Zwierzyniec” Apollinaire’a. Współtworzył, z Jerzym „Jurrym” Zielińskim, legendarną grupę artystyczną Neo-Neo-Neo, której powstanie datuje się na 1965 rok. Dwukrotnie prezentował swe prace na Biennale w São Paulo, w 1971 i 1981roku. Był stypendystą Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku w 1972 roku. Nagrodę Krytyków im. Cypriana Kamila Norwida otrzymał w 1978, a w 1994 roku został laureatem Nagrody im. Jana Cybisa za całokształt twórczości. Natomiast 14 marca tego roku został odznaczony przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”.

Czerwono-zielone figury Dobkowskiego są już legendarne i stanowią część historii polskiej sztuki współczesnej. Budowane były z jednorodnych, skontrastowanych płaszczyzn barwnych, à la secesyjnych planszy, połączonych z geometryczną dokładnością i komunikujących w graficznym typie. Nie mniej ważne pozostają obrazy liniowane. Zarówno te utkane z gęstej materii równomiernie, najczęściej współbieżnie, dość gęsto układanych włókien, pociągłych lub krętych, esowatych, czasem dzielonych na odcinki, wypełniających całą przestrzeń płótna, jak i te, w których przedmiot przedstawienia jest budowany przez urwanie konsekwencji linii, zajmuje – niejako swą iluzją – puste pole. „Linia śladem myślenia” – to zresztą motto artysty.

Dobkowski uprawia malarstwo, które rozrasta się z sensów organicznych, sensualnych, erotycznych, zarazem przecież estetycznych do wymiarów kosmologicznych. Z ludzi tworzy wzór wtopiony w materię świata – bardzo często genitalną. Poddaje swoistej, linearnej analizie mikro- i makrostruktury świata, przygląda się siłom przyrody ożywionej i nieożywionej. Jego zainteresowania dotyczą tak zagadkowych spraw jak falowa teoria światła, falowe struktury i wielkie pęki atmosferyczne, obliczenia kwantowo-mechaniczne, jak wiele nieskończoności odkrytych przez matematyków… Sztuka Dobkowskiego jest sztuką przestrzeni zawierającej metaforę infinityzmu. W myśl św. Augustyna człowiek w swym istnieniu skończony styka się nieustannie z nieskończonością. To twierdzenie jest bardzo bliskie wrażliwości i pasjom Dobkowskiego.

Malarz swoiście filozofuje, poetyzuje, nawet psychologizuje. Uaktywnia w ten sposób wielotorowość odbioru, która jednak zawsze uzasadnia miejsce istoty ludzkiej w świecie – jego antropocentryczny wymiar, mimo przedstawień często abstrahujących od ludzkiego wizerunku, nawet od realności, a właściwie podejmujących z nią grę. Zarazem buduje biomorficzną wizję rzeczywistości absolutnej, chce wznieść się ku istnieniu totalnemu. Ta sztuka ostatecznie mówi o integralności świata.

Nie inaczej jest dzisiaj. Galeria prezentuje premierowy cykl obrazów Jana Dobkowskiego z 2010 roku „Księżyc i moja czereśnia”. O tak ważnej w swojej twórczości przestrzeni kosmicznej tym razem malarz opowiada poprzez to, co mu bliskie i łatwo dostępne – drzewo, które przed laty sam zasadził na swojej działce na warszawskim Czerniakowie. Konkret, powołany do życia własną potrzebą i rękami, widziany w prostej linii z okna pracowni przedstawia w mandorli Księżyca. Łączy go subtelnie z tym ciałem niebieskim, które jest mu oprawą nocną, niemniej w wymiernej przestrzeni jest mu najodleglejsze. To sąsiedztwo – tak harmonijne – jest w istocie wizualne, symboliczne, po prostu płaskie, znakowe, o czym zresztą wie każdy. Choć środki malarskie pozwalają artyście osiągnąć zaskakujące przeświadczenie głębi. Zaciera jednak dystans nie do przebycia. Właściwie stapia w jedno dwie  nieprzystające do siebie skale, kategorie rzeczy, istnień. Znów ma miejsce pełna integracja.

Cykl jest zwarty i syntetyczny – przedstawia warianty tego samego tematu i rozwiązania formalnego. Drzewo rośnie, rozwija się, zmienia się układ gałęzi – obrazy kolejno dopełniają się i uzupełniają, akcja malarska rozgrywa się w zmienności proporcji. Amplitudy malarskich manewrów nie są jednak rozstrzelone. Właściwie malarz w sposób płynny przechodzi od wizerunku do wizerunku, dowodząc przy tym, że za każdym razem oglądamy inny autonomiczny obraz, doskonale zakomponowany i o własnym specyficznym nastroju. Oko odbiorcy podąża za tym, zarazem dynamicznym i stonowanym, rytmem zmian formalnych.

Linia i płaszczyzna, właściwie kolor prowadzony linią i plama rozlana w płaszczyźnie uwodzą doskonałą równowagą i lekkością. Taki odbiór byłby już dużą satysfakcją. Można by nie otwierać pola dla symbolizacji. Ale ta jest po prostu uderzająca i mieści się w dotychczasowych sensach tego malarstwa. Dobkowski zawsze pozostaje Dobkowskim.

Kult lunarny jest uznawany za jeden z najstarszych kultów w dziejach religii, od czasu neolitu symbolika jest konsekwentna – niektórzy znawcy widzą w nim źródło wyobrażeń dla wszelkiej mitologii i religii. Istnieje przypuszczenie, że topos boga, który umiera i zmartwychwstaje ma właśnie lunarne pochodzenie. Bóstwa lunarne w wielu religiach prymitywnych uznawano za stworzycieli świata. Początek i koniec, pojawianie się i zanikanie, ciągłe stawanie się w odwiecznym procesie i codziennym rytmie są w naszych oczach typowe dla istnienia Księżyca. On obrazuje podstawową dwoistość i przeciwstawność życia i śmierci (osiągając pełnię i oddalając się w nów), poza tym obrzędy wtajemniczenia oraz pośmiertny los człowieka. Te kwestie są przedmiotem refleksji egzystencjalnej. Są zwyczajnie praktyką życiową człowieka, jego przeznaczeniem, także potoczną, zrutynizowaną obserwacją… Sztuka Dobkowskiego, pamiętajmy, niezależnie od tego, co przedstawia i na jakim poziomie realności się znajduje, zawsze w centrum sytuuje człowieka ze wszystkimi jego konstytutywnymi atrybutami. Maluje drzewo w świetle Księżyca i widzi człowieka, widzi siebie, swoje życie.

Cykliczność objawień Księżyca sprawiała i sprawia, że ścisła analogia z wszelkimi rytmami życia i zmiennością zaprogramowaną procesem jest uzasadniona. Zasada cyklicznego stawania się rządzi losem człowieka, ale także przyrody. Rządzi wodami, przypływami, deszczem, roślinnością, zasiewami, wegetacją, urodzajem… Dobkowski wyznawał kult płodności – sławił potęgę spotkania kobiety i mężczyzny. Eskalował erotyzm (który bywał interpretowany przez skojarzenia z kulturą Indii i jako uogólniony, bezosobowy), mając jednak świadomość, że i on rozgrywa się pod dyktando naturalnych cyklów.

Fazy Księżyca dyktują czas – rzeczywisty i żywy. Kalendarz księżycowy (niegdyś babiloński, starogrecki, rzymski, muzułmański, żydowski) nie jest nawet dziś anachronizmem. Chrześcijanie obchodzą święta, Boże Narodzenie czy Wielkanoc, w których noc jest kontekstem i nadaje sensy. Zjawisku nowiu oraz zaćmień Księżyca często w mitach towarzyszy pojawianie się potworów, które pożerają Księżyc. A w mitologii ormiańskiej są interpretowane plamy na tarczy Księżyca…

Mitologiczna fabuła i system znajdują u Dobkowskiego zawsze swój wyraz (o czym już pisałam w tekście do ubiegłorocznej, rocznicowej wystawy w Galerii 72 w Chełmie). Malarz w swojej twórczości uprawia współczesną mitologię herosów potencji życia – kobiety i mężczyzny. Reguluje porządek jako wiecznie żywy początek, co typowe dla mitologii – stąd mitologiczne rytuały witalności życia, odwiecznej, zatem uniwersalnej siły stwórczej, która obejmuje wspólne wszystkim ludziom właściwości fizyczne i metafizyczne. A dalej wyraża personifikację natury, oddającą powszechny jej rozum, oraz pierwotną metafizykę opartą na uczuciu, zmysłowości i wyobraźni. W mitach fascynuje i przekonuje nas także ich naturalności, emocjonalność, poetyczność, którymi emanuje choćby ten nowy cykl obrazów. To tylko kilka aspektów sprawy. Filozof, F.W.J. Schelling, uważał, że mitologia jest warunkiem sine qua non i pierwszym tworzywem sztuki. W cyklu „Księżyc i moja czereśnia” znajdujemy tego ślady.

Czystość sztuki pradziejowej, autentyzm sztuki ludów prymitywnych, zawiła i na wskroś lekka sztuka Aborygenów wywołują skojarzenia z obrazami tej księżycowej czereśni. Cykl zachwyca siłą wyrazu, ekspresją, witalnie zakomponowanym światłem, niespodziewaną świetlistością – księżycowym blaskiem, magicznym urokiem i tajemnicą. Czerń, metaliczna linia, która działa bielą, szarość, oraz współpraca barw, a dalej moc finezyjnej geometryzacji służą uchwyceniu oblicz niby jednostajnego drzewa. Jeden punkt widzenia, jeden kierunek patrzenia i jeden przedmiot, a dla artysty cała opowieść!

Czereśnie dojrzewają od maja do późnego lipca. Jan Dobkowski zatem rozpoczyna tegoroczny sezon czereśniowy wernisażem tej wystawy 7 maja. 

Na noc z 18 na 19 maja planowana jest natomiast Noc Muzeów – Księżyc Dobkowskiego jest tu całkiem a propos.

Magdalena Sołtys – kurator wystawy


Dokumentacja wystawy