10.06- 05.07.2013


O MALARSTWIE KAROLINY ZDUNEK I RZECZYWISTOŚCI GEOMETRII PISZE MAGDALENA SOŁTYS, KURATOR WYSTAWY

Karolina Zdunek reprezentuje we współczesnej sztuce polskiej pokolenie 30-latków. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w latach 1998-2003. Dyplom z malarstwa obroniła w pracowni prof. Krzysztofa Wachowiaka, uzupełniając go o aneks z malarstwa ściennego w pracowni adi. Edwarda Tarkowskiego. Została dość wcześnie zauważona i doceniona przez znawców za talent i dojrzałość. Co do dziś nie ulega zmianie. Proponuje intrygujący, niezwykle konsekwentny i kompletny koncept wizualny.

Malarstwo monumentalne, jakie najczęściej artystka uprawia, ogarnia widza, jak ogarnia go to, co rzeczywiste. Może on wejść w świat malarski dzięki przeskalowaniu przedstawienia, zatem i odbioru. Służy temu i perspektywa linearna – niejednokrotnie bezwzględnie wciąga naszą uwagę do wnętrza obrazu. Piero della Francesca, który malarstwo traktował jako demonstrację głębi, jest przywoływany przez Zdunek, kiedy zdradza ona zapatrywanie na własną sztukę. 

Przedstawia, najprościej to określając, miasto i jego elementy. Wycinki obszarów zurbanizowanych, punktowce i bloki, fronty budynków, ich konstrukcje… Obsesyjne z precyzji i bywa że surrealne rozwiązania architektoniczne – technologiczne korytarze, liniowe kręgosłupy, kanały i warstwy komunikacji (jak przejścia, tunele i klatki). Sugestie ścisłych układów konstruktorskich – gęste, linearne schematy. Introwertywne i wychłodzone alienacją przestrzenie. Paradoksalnie pragmatyzm rozwiązań doskonale licuje tu z ich nieodgadnionością. Malarstwo to operuje hipnotycznymi sztuczkami op-artu, wyzwala optyczne halucynacje, czasem buduje wirtualne scenografie jakby gier komputerowych, wyznacza jakieś ścieżki w obrębie domniemanych symulakrów. Te przestrzenie są pozbawione powietrza, i dzięki temu wytwarzają obezwładniający nastrój – może jest on metafizyczny. W ich poniekąd idealnym spokoju aż skrzy na styku tego, co racjonalne i irracjonalne, oraz wyłania się absurd. Obok niego – utopia.

Malarka przenosi nas w miejskie utopie, roztacza wizje spokrewnione z modernistycznym marzeniem o idealnym mieście. Jej sztuka słusznie bywa czytania w ten sposób – a szerzej poprzez architektoniczny modernizm. Skupianie się w interpretacji na analogii ze stylem idealistycznym czy na użyciu pojęcia „modernizm” w roli ogólnika jest jednak zawężające. Już sam fakt, że mamy do czynienia z przetworzeniem malarskim dokonanym po ostygnięciu w ogóle postmodernistycznego bumu, podpowiada, że należy drążyć głębiej. Modernizm, późny modernizm i postmodernizm w architekturze różną się na poziomie ideologii, stylistyki czy idei projektowych. W malarstwie Zdunek znajdujemy cechy (kompleks zmiennych) dające się odnaleźć w każdej z trzech, wcale nie separowanych i wcale nie dalece spójnych, charakterystyk. Do tego przecież wszystkie one nie są martwe w bieżącej praktyce projektowej.

Forma, struktura, perspektywa i proporcja, porządek, logika i harmonia, wzorowane na plastycznej kulturze konstruktywistów, czystość kompozycji, powściągliwość wyborów formalnych są dla malarki kwestiami zasadniczymi. Stawia na proste, regularne kształty, których oddziaływania wywołują wewnętrzne napięcia w obrazie. Tworzy z reguły malarski oksymoron – złożoną prostotę. Ta, ze swoistą wieloznacznością odniesień, jest właściwa późnemu modernizmowi. Wcześniej można było mówić po prostu i jedynie o prostocie. Obcujemy tu z puryzmem modernizmu i skrajną powtarzalnością późnego modernizmu. Struktury, konstrukcje w obrazie są często rodzajem ornamentu gigantycznej miary, połykającego je same. Modernizm odrzucał ornament, późny modernizm uznawał strukturę i konstrukcję właśnie za ornament. Zdunek stawia na abstrakcyjny język form i, co ciekawe, zarazem na konwencjonalny. W tej sztuce są one dwiema stronami tego samego medalu. Jest tu i hiperbola, i forma logiczna, która ostatecznie zyskuje enigmatyczny wyraz; co jest wynikiem działania samego malarstwa. Odnajdziemy efekt nieartykułowanego „niemego pudełka” modernizmu i skrajnej artykulacji późnego modernizmu, a nawet artykulacji semiotycznej postmodernizmu. Negacji przedstawiania w tej twórczości nie ma, a występowała w modernizmie. Za to późny modernizm hołdował przedstawianiu logiki, komunikacji, technologii, struktury i zamrożonego ruchu. Taką postawę wyraża Zdunek. Modernizm zdystansował się całkowicie od pamięci historycznej. Późny modernizm negował historię, ale postmodernizm do niej nawiązywał. Sytuacja tego malarstwa jest wyjątkowa, bazuje bowiem na nieoczywistych, czasem zawiłych odwołaniach do historii pojętej bardzo różnie. (Historia architektury „modernizmu”, przeobrażeń w myśleniu awangardowym, historia myśli społecznej – stylów życia, zatem także historia polityczna znajdują powiązania z tą sztuką w jej dalszych, niezobowiązujących komunikatach.) Metaforę zaakceptował dopiero postmodernizm, a na warsztacie Zdunek na swój sposób się odnalazła. Modernizm pomijał symbol, późny modernizm popełniał niezamierzony symbolizm. Postmodernizm w architekturze opowiadał się za symbolizmem. Malarka ustanawia symbolem sam modernizm – jego schematy, jego klucze, jego pułapki…

Idee projektowe modernizmu zakładały przeźroczystość, z czasem coraz bardziej dosłowną. Postmodernizm bazował w tej kwestii na jej zatarciu, na wieloznaczności. Idee malarskie bez wątpienia są osadzone na odbiorze, który podąża za symbolem i metaforą (mimo że nie są podane wprost). Ten odbiór nie może być ani przeźroczysty, ani jednoznaczny. Charakterystyki trzech wskazywanych kierunków schodzą się i po części tasują. Mogą być dalej przeinterpretowywane, jakby mącił w tym jeszcze postmodernizm jako prąd myślowy. W obrazach nie widzimy rezultatów decyzji zdeklarowanej admiratorki tegoż ostatniego – inaczej mówiąc, postmodernizm nie jest frontem tych prac, tych budynków. Co nie znaczy, że gdzieś wewnątrz się nie czai. Zasugerowane już wcześniej kwestie – aranże wirtualne, osobliwe flirty z hiperrzeczywistością, odniesienia do symulakrów, i sensów im przynależnych – nie pozwalają lekceważyć tego zabarwienia w wyrazie prac. Ta sztuka jednakże nie odsyła nas do rzeczywistości samych obrazów.

Wystawa, którą można oglądać w Galerii Bardzo Białej, przedstawia tę koncepcję malarską na własnym gruncie, w oparciu o konkretne wnętrze i otoczenie. Teraz obrazy mają do dyspozycji oprawę miasta, kontekstualną miejskość na podorędziu. Realny widok zza okien i przedstawienia z obrazów szczególnie dobitnie dowodzą istnienia kontinuum wizualnego – ciągłość geometrii dopomina się uwagi odbiorcy. Okna są punktem spotkania, porozumienia faktu i artefaktu. Ma miejsce zdumiewająca komunikacja wizualna.

W istocie sztuka ta jest kodowana przez rzeczywistość. Tę rzeczywistość, która faktycznie istnieje, z którą wchodzimy w powszednią interakcję, w której geometria jest dość natrętna. Wyznacza choćby porządek wizualny orbit, użytkowanych przez ludzi, kontekstów ich działań. (Zgeometryzowana rzeczywistość jeszcze zaskakuje dość paradoksalnie skłonnością do abstrakcji. Gdziekolwiek w mieście można łatwo zauważyć gotowe serie czy wyrywki abstrakcyjnych widoków.) W twórczości Zdunek środki wyrazowe, formalne są ambiwalentne – realno-nierealne. Równowagę abstrakcji i rzeczywistości oraz, nierozłącznie, iluzji i rzeczywistości osiąga, trafiając w punkt. Geometria daje temu doskonałą podstawę przez swój uniwersalizm. Dla malarki jest na pewno rodzajem charakteru pisma. Ale można odnieść wrażenie, że czasem w obrazie geometria demonstruje własną autonomiczną siłę.

Sekwencje przestrzenne zawierają pustkę, konstytutywny brak, dyscyplinujący klimat kontemplacji. Sterylne miasto jest czyste z człowieka. Śledzimy labirynty w poszukiwaniu jego kryjówki. Krańcowe komórkowe czy linearne powielanie to, zdaje się, próba poszukiwania tożsamości nie tylko przedmiotu, tego, co rzeczywiste, ale nade wszystko uogólnionego podmiotu. Poprzez taki wyraz malarski zostajemy zaproszeni do współuczestnictwa w unifikacji, definiowanej znakiem – formą, w której znika personalizacja. Przestrzeń skanduje niemo slogany współczesności, szeroko rozumianej nowoczesności, i ponowoczesności. Docieranie do człowieka taką drogą stanowi ważną część zadań tej twórczości. Jej powód, można się domyślać, jest konceptualny i egzystencjalny. To trudna i fascynująca poezja formalizmu powszedniości i powszechności cywilizacji miejskiej.

W powiązaniu z powyższym występuje jeszcze kwestia „architektura – moralność”. Modernistyczny mechanizm wyrażania znaczeń w tym malarstwie ją zawiera. Komponent moralny jest umiejscowiony w funkcjonalności i uspołecznieniu architektonicznego pierwowzoru, oraz w aspekcie historycznym, czyli w tle. Zimna logika form oczywiście go kamufluje. Zdystansowana trzeźwość oglądu i silne skupienie na analizie spotykają tu nadto emocję i zmysłowość. 

Technika malarska w roli medium szczególnie wzmacnia tę sztukę o jakości sensualne. Faktura impastów pozwala na „dotyk” materii. Jest rozedrgana, szarpana, jakby nieprzewidywalna. Wydaje się niemal dźwięczna. Przy czym połacie koloru ujawniają zdumiewająco stabilne ustrukturowanie. Zdunek stosuje zapomnianą i ogromnie pracochłonną, pochodzącą ze starożytności technikę enkaustyki. 

Giorgio de Chirico, do którego artystka także się odwołuje, autoportret z 1911 roku opatrzył słowami: Et quid amabo nisi quod aenigma est? (Co ukocham, jeśli nie tajemnicę?). Czy tajemnica w jej obrazach to tajemnica Poliszynela? Jaka jest rzeczywistość form, w której żyjemy, każdy widzi. Jasne są przynajmniej ich bezpośrednie, podstawowe znaczenia i konotacje. Ale czy to zapewnia odpowiednie wtajemniczenie? Na pewno chcemy odbierać jej malarski świat w sposób ezoteryczny. Karolina Zdunek nie pozostawia nam zresztą wyboru.

Magdalena Sołtys – kurator wystawy


Dokumentacja wystawy