12.09 – 25.10.2013


„W CZYM RZECZ?”. O TWÓRCZOŚCI JANA TARASINA PISZE MAGDALENA SOŁTYS – KURATOR WYSTAWY

Jan Tarasin (1926-2009) – malarz, grafik, myśliciel sztuki, eseista. Klasyk współczesności już za życia. Studiował w latach 1946-1951 w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowniach profesorów: Zygmunta Rudnickiego, Zbigniewa Pronaszki i Wacława Taranczewskiego oraz w pracowniach grafiki profesorów Andrzeja Jurkiewicza i Konrada Strzednickiego. Był związany pracą pedagogiczną z macierzystą uczelnią w latach 1964-1967. Od 1974 roku do emerytury wykładał w warszawskiej Akademii, a w latach 1987-1990 pełnił funkcję jej rektora, wybrany w wolnych wyborach. Był członkiem Grupy Krakowskiej. Otrzymał Nagrodę Krytyki im. Cypriana Kamila Norwida w 1976 roku oraz Nagrodę im. Jana Cybisa za 1984 rok.

Twórczość Tarasina jest reprezentowana i dobitnie wieńczona malarstwem olejnym oraz uwierzytelniana grafiką, ale na nich się nie wyczerpuje. Tarasin wiele o sztuce napisał.

Jest to zresztą materiał o dużych walorach słowa, świadczący o pogłębionej refleksyjności oraz dużej erudycji autora. Także komentarz do własnych decyzji artystycznych. Dowodem jest „Otwarcie” – wypowiedź zbudowana z komplementarnie scalonych tekstów
i kompozycji graficznych. Rodzaj szkicownika-dziennika, osobistego rejestru spostrzeżeń i zapatrywań, zbioru pomysłów, inspiracji, po prostu rzeczy, zdarzeń i sytuacji. Same grafiki zaś opierały się na opracowanych w technice sitodruku fotografiach, które wyposażone były często dodatkowo w wierzchnią warstwę konfiguracji znaków. Ale także na kompozycjach czysto formalnych, rysunkowych, geometrycznych lub/i znakowych, nierzadko w duchu op-artu. Pojawiały się i kolaże, i fotomontaże. Zeszyty serigrafii wychodziły od 1974 do 1982 roku, w sumie zebrane w 8 corocznych edycji, po 30-50 sygnowanych egzemplarzy każda.

Poprzez dobór dzieł pokazywanych na wystawie – melanż malarstwa olejnego i prac na papierze, w tym grafik, rysunków, pasteli, gwaszy, akwareli oraz fotografii – powstaje intensywny komunikat wizualny, pozwalający ogarnąć dominujące kwestie, które drążył Tarasin, i zjawiska, które go inspirowały. (Także prześledzić sposób dochodzenia do decyzji o kształcie obrazu.)

Wystawa w Galerii Bardzo Białej już w tytule sugeruje próbę przybliżenia istoty tej twórczości, odpowiedzi na pytanie „W czym rzecz?”. Notabene właśnie „rzecz” stanowi podstawę konstrukcji świata, jaką maluje Tarasin. Owa rzecz wskazuje na nieustanny balans między rzeczywistością, naturą, doświadczeniem potocznym a wizją artystyczną. Malarza interesowała zasada i sens wprowadzania przedmiotu do obrazu. Uprzedmiotowienie samej sztuki – typ przedmiotowości doprowadzanej do abstrakcji. Przedmiot Tarasina nie jest rzeczywisty, ale też na pewno nie jest ostatecznie abstrakcyjny. Na obrazach obserwujemy natrętne uprzedmiotawianie się odrealnionych form i percepcyjne gry z ich komunikatywnością. Ich nieokreśloność zewnętrzna zdaję się w oku odbiorcy ocierać o jakąś ich atrybutywną rozmaitość, potencjalność, która nie ma szans, by się w obrazach zobowiązująco, dobitnie przejawić. Choć zawsze będzie budować ciągi skojarzeń, interpretacyjnych prowokacji. Przedmioty te są zatem aluzyjne. Uświadamiamy sobie szkopuł, jaki tkwi w nadawaniu im znaczeń i nazw. Jak zagadkowa, płynna czy nawet mylna jest tu denotacja. Tysiące rzeczy nie posiadają nazw, a nie narusza to ich statusu ontologicznego, zauważał nadto malarz. 

Owa rzecz to pewnego rodzaju znak. Znak-przedmiot. Uwaga artysty skupiała się na ścisłej zależności między przedmiotem a znakiem. Próbował wypunktować to miejsce, w którym są tożsame. Wyróżnikiem przedmiotu był według niego pewien określony stopień  konkretności, a nie realne istnienie wyposażone we wszystkie swe „rzeczowe” parametry. Znak zaś oznaczał przedmiot zdematerializowany. Tarasin tasował jednak statusy rzeczy – zarówno przedmiotów realnych, jak i „abstrakcyjnych”, zarówno znaków abstrakcyjnych, jak i „realnych”.

Inaczej opisując, Tarasin przedstawia w malarstwie rzecz w zaczątku – przedmiot śladowy, przedmiot tabula rasa… Osobiście artysta określał go najtrafniej – przedmiot-embrion lub zalążek materializującego się przedmiotu. Ilustruje ideę przedmiotu – formę kodującą istotę rzeczy. Rzecz ta jest modelem czy wzorcem elementów rzeczywistości, natury, a dalej kosmosu.

Przedmioty zmagazynowane gdzieś na „półce”, zastygłe w wylęgarni, budujące ciągłość, policzone czy otwierające rejestr (jak podpowiadają same obrazy) mają tylko sugerowaną substancję, domyślny ciężar, przeczuwaną dynamikę, inicjację enigmatycznego indywidualizmu, zdradzają ukierunkowanie napięć, domagają się swojego miejsca w przestrzeni. (Na pewno nie jest to przedmiotowe placebo.) Tarasin maluje wielość form – cząstek elementarnych, lewitujących w przestrzeni, swoiście uwolnionych lub zatraconych w sytuacji, która nie jest nam wyjaśniona, uplątanych w okoliczności, które są dla nas nieczytelne. Czasem form skupionych, przyciągających się, kiedy indziej niechętnych sobie. Czasem jakby rozedrganych w pulsacyjnym ruchu, sunących z dyscypliną w kawalkadach czy z lekkością zrytmizowanych w jakimś osobliwym porywie, wielokrotnie uporządkowanych linearnie czy w jakiś sub-przestrzeniach. W rozmaitych dynamicznych przegrupowaniach czy statycznych układach. Na pewno artysta nie maluje jedynie zbiorów anonimowych znako-rzeczy. Nie liczy się przedmiot rozpatrywany w pojedynkę i nie liczy się ich wielość liczona jedynie sumą. Kwestia w tym, co między nimi, co na przecięciach ich oddziaływań. Wszystko tu pozostaje jednak przechodnie, zdolne do przeformułowań. I pozwala oddać zmienność i różnorodność mozaik, w jakie układa się rzeczywistość.

Rzeczy są z pewnością jednoczesnymi i równoprawnymi użytkownikami przestrzeni. A same przestrzenie można scharakteryzować jako policentryczne. Obraz sprawia wrażenie jakby komunikował z dalszym ciągiem, z kontynuacją poza nim, czyli z rzeczywistością faktów. Rama nie pełni w takim przypadku konwencjonalnej, restrykcyjnej, buforowej funkcji, jak to z reguły bywa. Obraz w konsekwencji zasysa swój kontekst. I roztwiera swe wnętrze, w którym zdarzenie, stan, zjawisko stanowią plan ogólny, łączący mikro- i makroskalę. Jest tu nieskończoność przestrzeni i możliwości dziania się, stawania. Nie ma wymiernego, punktowego początku i nie ma zapowiedzi czy przepowiedni końca. Za to jest trwanie wzbogacone komplikacją. Nie odnajdujemy nawet śladów fabularyzacji czy anegdoty.

Malarz wyraża absolutne, istotowe, pierwotne pogodzenie form, całkowicie wykluczając ich hierarchizację. Tworzy apoteozę harmonii. Ta jednak nie wspiera się na uproszczonym wrażeniu ładu, logice w czystej postaci. A na chaosie, zapętleniu, uwikłaniu – o wewnętrznych niedoścignionych konstrukcjach. To pogoń za ładem, która napotyka chaos. Pojęcie chaosu deterministycznego czy fraktalnej geometrii przyrody wydają się mieć ścisłe związki z tym malarstwem.

Tarasin podkreślał, że odczuwa świat nade wszystko w jego integralności. Nawet dalej – postrzegał go w kategoriach systemowych. To, co istnieje, to, co konstytuuje świat, jakkolwiek go będziemy pojmować, według malarza rządzi się tą samą dramaturgią. Sens jest wspólny. Zasadniczy schemat jest podzielany. A najważniejsze – „całość” dyktuje warunki. Malarz nie chciał robić  scenografii do teatru jednego aktora – człowieka. Takie myślenie potwierdzały jego fascynacje artystyczne (El Greco, Piotr Brueghel) i sympatie filozoficzne czy antropologiczne. Było to ewidentne wyjście w kulturze poza antropocentryzm.

Wysokie piętro wyjściowej, przedmiotowej normalizacji, na jakie Tarasin wprowadził swoje malarstwo, godzi wszystko, pozwala na przekroczenie granic, gwarantuje płynność dziania się. Pozwala wycentrować skale. Niwelować sprzeczności, podziały, dychotomie. Synteza istot żywych, pejzażu natury, rzeczywistości rzeczy i zjawiskzatraca przeciwieństwo podmiotu i przedmiotu. Przypadek i konieczność – determinizm i indeterminizm, ogół i szczegół, różnica i podobieństwo to zawsze dwie strony tego samego medalu, dwa oblicza jednego kształtu. Integracja obarczona jest tu dezintegracją. Rozpad z rastra jest kreacją, nową odsłoną rzeczy lub zdjęciem nieco zasłony z podzielanego schematu. Natura i kultura się tłumaczą. Materialne i duchowe są w sobie zakotwiczone. A nadto taka zobiektywizowana uniformizacją konstrukcja świata jest tworem relatywizmu. Co w pewnym stopniu łamie i rozwarstwia cały ten schemat jedności, mącąc odbiór nie oczywistością.

Człowiek z urodzenia jest dobrze osadzony w ograniczeniach, nimi zdefiniowany, jego siły są znikome wobec napędu uniwersum. Horyzont przydziela mu ograniczony zasięg, a zasady perspektywy złudnie utwierdzają go w przekonaniu o jego centralnej pozycji w świecie – co zauważał Tarasin. Każde postrzeganie ma warunki, punkty graniczne. Człowiek jest skazany na fragmentaryzację pola widzenia, przestrzeni, całości doświadczenia. Tym warunkowana jest jego gatunkowa zdolność do ogarnięcia rzeczy. Magazynujemy, kolekcjonujemy, rejestrujemy wszystko, czyli cokolwiek, ale oczywiście w częściach. Obrazy noszą tytuły: „Magazyn”, „Kolekcja”, „Przedmioty policzone”, „Rejestr”… 

A Tarasin przyznawał: Czuję się jak buchalter, który zapisuje wszystkie możliwe, nie kończące się sytuacje. Podobnie jak inni – 
kolekcjonuje, rejestruje… Tyle że więcej, szerzej, bardziej – uniwersalnie, w poetyckim wyrazie bez końca. Drążenie w ograniczeniach, konsekwentne i niestrudzone kolekcjonowanie kadrów całości to asumpt do wtajemniczenia w jej sens. To furtka – być może jedyna – która otwiera drogę do poszukiwań niewiadomego porządku, która jest poszerzeniem horyzontu, przeorientowaniem perspektywy, więc samym otwarciem. Tak się buduje, lepi z kawałków swoisty holizm.

Na różne sposoby da się zrozumieć kluczowe w tej twórczości artystyczno-intelektualne zjawisko otwarcia. Przedmiotowa anonimowość jest wielkim otwarciem na potencjalność odczytań. Brak centrum skupiającego w obrazie powoduje rozluźnienie przestrzeni, pozwala na dynamiczną aneksję sąsiedztwa. Synteza wszystkiego i zarazem uniwersalna zasada pozwalają jakikolwiek konkret zaadaptować bez kłopotu do całości istnienia. Są zatem otwarciem pewnego mechanizmu zdrowego konformizmu elementów rzeczywistości. Otwarcie to jednak przede wszystkim stan świadomości – wewnętrzne poczucie wielkiego otwarcia. To również otwarty proces obserwacji i badania świata, jaki przebiegał (przebiega) w tej twórczości. Tarasin uważał, że za pomocą malarstwa chcemy coś poznać, zrozumieć, czegoś dociec. Pytania „W czym rzecz?” czy „Jaka jest natura rzeczy?” idealnie licują z tym stwierdzeniem. A poznawcze potrzeby Tarasina były ogromne.

Ujawniał sympatie do stwierdzeń w duchu Johna Ruskina: Nic bardziej nie wyróżnia ludzi wyższych wśród niższych niż to, że w życiu i w sztuce wiedzą, ku czemu rzeczy idą.

Artysta skupiał uwagę na materialności wszystkiego, co w świecie istnieje, w tym natury. Życie urzeczowił poprzez włączenie go do sieci materialnych relacji. Z całą pewnością struktury i prawa natury wywyższał ponad wszelkie wzory kultury i cywilizacji. Właściwie wskazywał na ich pochodzenie – twierdził, że to natura formuje sens i logikę kultury. (Stąd wszechobecna biomorficzność, taki, a nie inny, charakterwiększości formalnych kompozycji.)

Stabilna, zamknięta, mechaniczna przestrzeń rzeczy i otwarta, dynamiczna, ekspansywna przestrzeń życia i ciągłej zmiany, pisał Jan Tarasin w 1993 roku. Zapraszam widzów do wejścia w te przestrzenie, pogodzone przez artystę jego sztuką, pełną zmyślnej formy i rozmaitości koloru.

Prace pochodzą głównie z kolekcji prywatnych. Większość z nich jest pokazywana na wystawie po raz pierwszy.

Na 11 września – dzień wernisażu wystawy – przypada rocznica urodzin artysty.

Magdalena Sołtys – kurator wystawy

Zachęcam do lektury tekstu Jana Tarasina:

„RZECZY NIENAZWANE”

Gdy w trakcie naszej pracy natrafimy na jakieś zjawisko, problem czy konkretną sytuację, której nie znaliśmy, ale którą odczuwamy niezwykle wyraźnie, zaczynamy ją rozumieć i oswajać się z nią, to  w pewnym momencie pojawia się sprawa precyzyjnego określenia tego „czegoś”, sprawa nazwania go. Czujemy, że dopóki go nie nazwiemy, jego zaistnienie będzie niepełne i wątpliwe, ale z drugiej strony wiemy, że nobilitowanie go nazwą, spowoduje jego natychmiastowe zamknięcie w sztywnym kręgu określonym przez nazwę. Zagrodzi drogę jego naturalnej tendencji do rozwoju i przemian, usztywni go i zarejestruje jako kolejną pozycję w długim rejestrze znanych już i nazwanych zjawisk.

Im nasze znalezisko cenniejsze, im jego zasięg szerszy, im wszechstronniejsza problematyka, tym dłużej zwlekamy z jego nazwaniem. Staramy się zatrzymać jego elastyczną i żywą konsystencję, zapowiadającą nam nowe, przeczuwalne, choć nie ujawnione jeszcze, tkwiące w nim możliwości. Być może, już wkrótce nie mieściłoby się w zamykającym go uniformie dzisiejszej nazwy.


Dokumentacja wystawy