21.02- 21.03.2013


O MALARSTWIE WOJCIECHA ZUBALI PISZE MAGDALENA SOŁTYS

Wojciech Zubala, malarz urodzony w 1964 roku, przeszedł długą drogę poszukiwań artystycznych. Przez doświadczanie rozległej rozpiętości sztuki już na studiach w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie krystalizował własny pogląd estetyczny i koncept sztuki aż stały się one zdumiewająco ścisłe i konsekwentne. Zmieniał wówczas dynamicznie pracownie, profesorów, środki wyrazu. Rozpoczął studia malarskie pod opieką prof. Tadeusza Dominika, a ukończył w pracowniach profesorów Zbigniewa Gostomskiego i Jana Tarasina. Odnalazł porozumienie także z innymi wykładowcami: Markiem Sapettą, Grzegorzem Kowalskim i Łukaszem Korolkiewiczem. Zdobył nadto w Akademii umiejętności projektowe, które nie pozostają bez wpływu na dojrzały kształt wszystkich jego dzieł. Zresztą nieprzerwanie zajmuje się projektowaniem graficznym. Poza tym fotografią artystyczną – otrzymał liczne wyróżnienia na międzynarodowych konkursach. Stworzył, co należy podkreślić, wybitne prace z obszaru tkaniny eksperymentalnej, by je dokładniej nazwać – formy przestrzenne z pogranicza rzeźby i tkaniny, które czekają na swój renesans wystawienniczy. Po studiach związał się z rodzimym wydziałem, gdzie między innymi współtworzył prowadzoną przez Leona Tarasewicza, legendarną już Gościnną Pracownię Malarstwa. Dziś pełni funkcję prorektora do spraw studenckich Akademii, prowadzi własną pracownię.

Malarstwo jest jednak wiodące w twórczości Zubali, stanowi jego identyfikację. Używa on gestu w wielkiej dyscyplinie myślowej, jak to zauważył krytyk sztuki, Janusz Jaremowicz. Przez wyznaczanie owym gestem najczęściej zwielokrotnienia, przez ukazanie mnogości form jednostkowych, przygodnych, zmysłowych, nieskonkretyzowanych, przy czym o jednolitym charakterze i w siebie przechodnich, przedstawia pewną, dość zawiłą całość.

Każde malarstwo jest iluzją. Artysta z przekonaniem odwołuje się do słów Gorgiasza, cytuje je jako swoje motto: Dzieło sztuki oparte jest na iluzji, złudzeniu, omamieniu: działa ono tym, czego obiektywnie nie ma. Lecz bez wątpienia czyta się tym, co obiektywnie jest. To obrazowanie oddziałuje nie naiwnym, a na wskroś wiarygodnym złudzeniem, iluzją wyrafinowaną. Iluzja rzeczywistości, jak przekonuje Zubala, to tym samym rzeczywistość iluzji. Odwoławszy się do spontanicznej reakcji zwykłego, nie profesjonalnego odbiorcy (ale nie tylko) udaje się widzieć ławice ryb, gęstwiny cierni i listowi. Także pola irysów. Dalece powiększoną mięśniowość. Jakby cierniową kompozycję, usypiska ości czy ościeni. Gdzie indziej – zagniecione warstwice geologiczne, rysunek erozji skał. Stłamszone, zintensyfikowane zapisy EEG, EKG, prześwietlone klisze. Maceracje ścian budynków i zacieki. Jakieś plątawiska, jakieś zwoje – tajemnicze, organiczne szpule. Postrzeżenia z obrazów nie odsłaniają rzeczywistości, ale bez wątpienia na nią są nacechowane.

Abstrahowanie może być zrozumiane w odniesieniu do poczynań malarza jako temat obrazowania i środek formalny, który jednak jest skazany na niespełnienie w roli rozwiązania formalnego. Jak wyjawił Christianowi Zervos w 1936 roku Picasso: Il n’y a pas d’art abstrait. Il faut toujours commencer par quelque chose (Nie ma sztuki abstrakcyjnej. Trzeba zawsze zaczynać od czegoś). Zubala z założenia nie umyka źródłu, pozostaje przecież na styku realności i abstrakcji.

Artystę zdecydowanie interesuje charakter procesów zarówno tych samoistnych, naturalnych, jak i tych prowadzonych ręką i zamysłem człowieka. W smudze, rysie, zacieku, rozmazaniu, przetarciu, nacieku, a ogólniej w geście widać go znakomicie. Ślady narzędziowe zyskują w warsztacie Zubali szczególną podniosłość roli. Uzasadniają poza tym na wyższym piętrze doświadczenia z kategorii malarstwa gestu. A jego maestria oraz gry formalne i wysublimowane rozwiązania kompozycyjne wprowadzają ład. Nawet schaotyzowane, przypadkowe chlapnięcia farby wydają się celowe, tak dalece są układne w kompozycji, bezbłędne. Grube pasma z szerokiej szpachli zyskują efekt lekkości, eteryczności.

Operowanie głównymi barwami tęczowymi – chromatycznymi i achromatycznymi, które określa się mianem barw idealnych i które są dalece ekspresyjne – dopełnia siły wyrazu. Czyni malarz także atut z oczywistości, w jaką ta paleta wikła się „naturalnie”– to jest z rezultatu jej wymieszania. A takim jest szarość, zarazem konkretnie obecna w tej sztuce i będąca swoistym jej zwieńczeniem, komentarzem do technologii koloru. A laserunki, już przecież zaniechane w praktyce malarskiej od dawna, pokazują wielką pracochłonność, niespotykaną pieczołowitość jego obrazów.

Na pewne zagadnienie chcę jeszcze zwrócić uwagę. Artysta wpisuje w swoje obrazy przekroczenie koniecznej fizyczności przypadłej naturze – pozwala przeniknąć dalej, poza nią, wytyczając drogę ku odkryciu nieodkrywalnego, jakiejś nadzmysłowej władzy. Pozostaje zatem na łączu fizyki i teologii – zdaje się malować je właśnie, czyli po prostu metafizykę. Malując ciało świata, maluje duszę tego świata. Jego uduchowiona natura przywołuje wrażenie czegoś, co nazwać by można sanktuarium organicznym. Proweniencja i skłonności tkackie w budowaniu formy wnoszą natomiast, że artysta maluje kolejne wariacje na temat całunu. Całunu powszechnego istnienia. Całunu całokształtu. Zainteresowanie Zubali całunami jako takimi jest stałe, przyczynkarskie dla jego twórczości.

Sztuka ta z pewnością nie jest jednowymiarowa.

Magdalena Sołtys – kurator wystawy


Dokumentacja wystawy